sobota, 29 listopada 2014

"Dwarfs can fly!" - Dragon Age: Inquisition

Dragon Age jest kopalnią odkrywkową bugów. Nie ukrywajmy. Powyższy filmik łamie stereotyp, iż krasnolud latać nie może.
Takich, a nawet lepszych materiałów można się spodziewać na dniach.

Wcale nie neguję gry, ba, jestem wręcz mega pozytywnie zaskoczony, gdyż nie oczekiwałem, że wystawię temu tytułowi solidną ocenę: 9 z "+". Dlaczego? O tym nieco później. Pomysł na recenzję spoczywa w warsztacie.

sobota, 9 sierpnia 2014

InFamous: Second Son, prezentacja trybu fotograficznego

Witajcie!
Dawno nie odwiedzałem mojego bloga. Jakkolwiek się wytłumaczę, i tak muszę was za nieobecność przeprosić.
Zmontowałem w tym czasie klip, który pokazuje zastosowanie trybu fotograficznego w grze
InFamous: Second Son, dostępnej jedynie na platformie Playstation 4.

Przyjemnego oglądania!

poniedziałek, 24 marca 2014

Steam Marines


Roguelike. Gatunek gier dla hardcorowych graczy, dla których śmierć w grze to nic nadzwyczajnego, gdyż mają stalowe nerwy, a skuteczna taktyka stanowi chleb powszedni. Muszę przyznać, że bez problemu takie osoby mogłyby zostać zawodowymi szachistami.
Ten materiał kieruję dla powyższych osób, lecz jeśli nie przepadasz za „casualowymi” grami i szukasz odskoczni, przejrzyj recenzję gry pod tytułem...Steam Marines!

Dzieło zespołu Worthless Bums nie słynącego (do tej pory) z żadnego tytułu na swym koncie jest w fazie "alpha", co automatycznie przyprawia ją o pewną ilość niedoróbek. Oczywistym jest, że recenzja tyczy się 
stanu obecnego, czyli wersji  0.8.6a.

Nie zadzieraj z większymi.
Akcja gry przenosi nas do steampunk'owego statku kosmicznego, który niechybnie został opanowany przez obce siły. Pisząc obce siły mam na myśli niezliczoną ilość humanoidalnych postaci, a także robotów...tych większych jak i mniejszych. Zadaniem gracza jest przetrwanie poprzez penetrację wszystkich poziomów. Wykorzystujemy w tym celu windę, która zostaje przed nami skryta w losowych miejscach. Oczywiście po jej odnalezieniu nie musimy od razu opuszczać strefy, jednak ważne jest, aby wiedzieć, kiedy należy unikać walki. Momentami możemy potrzebować amunicji lub pomocnych przedmiotów, by wybrnąć z najazdu przeciwników.
Warto uwzględnić jakimi postaciami będziemy mogli utworzyć czteroosobowy skład.
Nasi żołnierze mają do wyboru następujące klasy: leader, scout, grenadier, support i od niedawna engineer. Każdemu żołnierzowi nadajemy i imię i wybieramy dodatkowy perk, oprócz zdolności nabywanych w czasie zdobywania kolejnych poziomów postaci. Bardzo polubiłem różnice pomiędzy klasami, a także ich przydatność względem całej rozgrywki, dlatego głupotą byłoby brać postaci o tej samej  specjalizacji. 
Gra jest turowa, oparta na systemie punktów akcji, gdzie nawet obrót naszej postaci wykorzystuje jeden z nich. W trakcie walk jesteśmy niekiedy zmuszeni do przeładowywania broni, który może niesprawiedliwie, ale wykorzystuje pozostały zasób punktów. Nie mam pojęcia, czy zostanie to zmienione w jakikolwiek sposób, jednak podejrzewam, że nie.
Jak to w roguelike’ach niekiedy bywa, spotykamy się w Steam Marines z losowymi wydarzeniami. Momentami nasze postaci dostają bonusy w postaci polepszonego pancerza, innym razem przeciwnik zadaje większe obrażenia. Losowe wydarzenia również pojawiają się, gdy przemieszczamy się windą. Jeżeli utraciliśmy kompana możemy przypadkowo napotkać kolejnego, totalnie opuszczonego i pozostawionego na śmierć.

Niegroźny? Tylko w pojedynkę.
Destrukcyjność otoczenia to ogromny atut. Możemy przebijać się przez ściany, nie mając na to stuprocentowej szansy za każdym razem, jednakże pozwala nam to na odnalezienie ukrytych pomieszczeń wraz z przydatnymi przedmiotami. Również przeciwnicy potrafią stosować tę technikę, na wskutek czego nie unikniemy niespodzianek...
Kolejny naprawdę ważny atut, lecz w zasadzie obowiązkowy dla gry z rodziny roguelike. Poziom trudności. Mogę szczerze powiedzieć, że nie zaliczam się do graczy „casualowych”, ale grając na poziomie normalnym nie wytrzymałem dostatecznie długo. Przebrnąłem przez pięć poziomów pierwszego pokładu, a następnie poległem na pierwszym poziomie pokładu medycznego, otoczony przez niezliczoną rzeszę humanoidów. Nie zraziłem się, gdyż była to do tej pory moja najdłuższa rozgrywka. Pobiłem swój rekord i pragnę pobijać go dalej.

Jako fan „rogalików” zostałem zauroczony oprawą graficzną w postaci 2D. Nie ma na co narzekać pod tym względem, a animacje najprościej utrzymują poziom.  Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to błąd kamery. Gra nie powinna skupiać się na ruchu przeciwników będących w „mgle”. Być może autorzy chcieli w ten sposób pokazać, że nasi żołnierze mogą słyszeć przeciwnika za ścianami, aczkolwiek lepiej byłoby wykorzystać przykładowo sposób, z jakim spotykamy się w Xcom: Enemy Unknown, czyli za pomocą kresek dobiegającego dźwięku. Traci się zdecydowanie sporo czasu na oglądanie ruchu przeciwnika, którego i tak nie jesteśmy w stanie zauważyć na czarnym ekranie...

Chciałbym podkreślić, że gra jest w fazie „alpha”, wciąż ulega zmianom. Zmienia się interfejs, dochodzą nowe rodzaje przeciwników, być może dojdą nowe rodzaje klas, znikają drobne błędy. Na chwilę obecną grę oceniam pozytywnie i jest pozycją obowiązkową dla fanów „rogali”, a także tym, którzy szukają dużego wyzwania.

niedziela, 23 marca 2014

Expeditions Conquistador

Tuzin beczek z kapustą?
-Yup.
Cztery skrzynie lekarstw?
-Są.
Nagle umilkł. Ciszę przerywały roztrzaskujące się o pomost fale i nawoływanie mew.
Obrócił się w stronę grupki ludzi tworzącej półkrąg,  która ożywiła się widząc przenikliwe spojrzenie kapitana.
-A lojalność, ambicje, odwaga i zaufanie?
-Tak jest, kapitanie! – wtórował chór, udając się za nim na statek.

Gra Expeditions Conquistador to ciekawy eksperyment niezależnego duńskiego studia Logic Artists. Nieco ponad rok przed premierą została wydana wersja mobilna tejże gry pod tytułem Conquistador i zapewne stanowiło to zapowiedź tego samego tytułu o wzbogacone możliwości, lecz wciąż nie zdoławsza zadowolić wielu współczesnych graczy. Przyczyną zapewne był niski budżet, lecz czy można usprawiedliwiać grę, która ma wsparcie niecałych 80 000 dolarów na portalu kickstarter.com? Kwestia sporna i najwięcej do powiedzenia w tym temacie mają twórcy gier, którzy wiedzą, z jakimi kosztami wiąże się produkcja. Dlatego w swojej recenzji głęboko zaznaczam, iż jest to twór ugrupowania niezależnego, co również nie dziwi z faktu panującej mody gier indie.
Tytuł zaliczany jest do gatunku gier cRPG z elementami taktycznymi i w małym stopniu strategicznymi  (przykładowo w trakcie rozgrywania walk na polu bitwy). Do wyboru mamy dwie kampanie, gdzie przyjdzie nam się zmierzyć z Aztekami, lecz przygodę zaczynamy w roku 1518 jako młody, hiszpański konkwistador, potencjalnie szukający sławy i bogactw na nowo osiedlonym kontynencie zwanym Hispaniolą (dawniej w ten sposób określano istnienie państwa Haiti). Wraz ze swą lojalną drużyną mamy wykonywać rozkazy panującego w portowym mieście gubernatora i...nie tylko. Ze względu na swą nieliniowość gra oferuje nam szereg pobocznych zadań, co przy okazji może również nas wzbogacić lub pozbawić części żołnierzy, bowiem Hispaniola to niebezpieczny kontynent składający się nie tylko z rdzennych mieszkańców nerwowo reagujących na hiszpańskich kolonistów, ale i rebeliantów, uważających podboje nowych ziem za nieludzkie i niezgodne z ich ideałami.
Bez względu na wszystkie okoliczności, naszym zadaniem jako przywódcy hiszpańskiej ekspedycji  jest załagodzić agresywne nastawienie obu stron, lecz to od nas zależy, czy w sposób pokojowy, czy też sięgając po broń. Nasze decyzje będą mieć istotne znaczenie na przebieg misji.
Nie wykonamy jej jednak bez odpowiedniej drużyny.
Do wyboru mamy postaci o poszczególnych klasach: lekarz, myśliwy, uczony, skaut oraz żołnierz.
Klasy te różnią się od siebie statystykami mającymi olbrzymie znaczenie w czasie podróżowania, o czym wspomniałem poniżej, a oprócz tego zdolnościami bitewnymi. Wiadomym jest, że uczony nie będzie równie celny co myśliwy, a nikt inny nie dorówna mobilności skauta, przez co może poruszać się w czasie trwania bitwy na duży dystans. Ujmą dla niego będzie brak zdolności strzelania jakąkolwiek bronią dystansową, a lekarzowi należy zapewnić odpowiednią ochronę, gdyż pomimo uzbrojenia wręcz jak i na dystans pełni rolę medyka polowego. Musimy więc dobrać skład działający wszechstronnie i w miarę możliwości uniwersalnie, aby nie ucierpiał żaden z aspektów, przez który gra będzie trudniejsza. Nie mam zamiaru jednak wprowadzać tutaj jakichkolwiek subiektywnych rad dotyczących doboru drużyny. Myślę, że nie każdy prowadzi walki w ten sam sposób, więc pozostawiam to wam.
System podróżowania po mapie rozgrywa się w turach. Co ciekawe, nasza drużyna kończąc turę rozbija obóz, w którym będziemy musieli przydzielić zadania, takie jak: przetwarzanie ziół na lekarstwa, łowiectwo, konserwowanie świeżo zdobytej dziczyzny, strzeżenie obozu, patrolowanie okolicy, odkrywanie usprawnień, które ułatwią podróż, produkcja pułapek i mobilnych fortyfikacji, mogących zadecydować o przebiegu bitwy, a także leczenie rannych lub chorych na tropikalne odmiany chorób. Zdarza się też, że będziemy mieli możliwość dokonania możliwości dodatkowych zależnych od otoczenia, jak na przykład pochówek zmarłego towarzysza, albo zwiedzenie podejrzanej jaskini. Jak już wcześniej wspominałem, każdy członek drużyny, zarówno jak nasza główna postać, posiada statystyki, więc logicznym jest, aby nasz myśliwy zajmował się łowiectwem, bo jest to jego główna domena. Warto pamiętać, że wykonując niektóre czynności nie mamy stuprocentowych szans na powodzenie i być może nasi myśliwi wrócą z zawiedzioną miną, podczas patrolu okolicy skauci nie znajdą żadnych użytecznych przedmiotów, a nasz obóz zostanie niepostrzeżenie okradziony z kosztowności.  W trakcie rozbijania obozu mamy także możliwość rozdysponowania racji żywnościowych, w innym wypadku narazimy naszą drużynę na rozpad lub bunt. Rozdając podwójne racje, mamy małe szanse na zwiększenie morale u każdego osobnika, a należy wiedzieć, że w czasie naszych przygód będą one wyglądać przeróżnie. Czynnikiem wpływającym na morale jest podejmowanie działań zgodnie z cechami poszczególnych towarzyszy. Każdy z nich bowiem posiada po trzy cechy.  Jedni będą woleli unikać starć, inni wręcz pożądają walki. Inny przykład: reagując pokojowo i dyplomatycznie na sytuacje grożące skrzyżowaniem mieczy w czasie rozmowy z plemieńcami, będziemy narażeni na niezadowolenie osób popierających rasizm.
Warto zgłębić się w biografię towarzyszy nie tylko ze względu na naszą ciekawość. Postaci te są interaktywne. Mogą zacząć z nami rozmowę, przy czym dokładniej poznamy ich punkt widzenia na pewne sprawe bądź własną przeszłość lub będziemy musieli dokonać wyboru mającego wpływ na morale tejże postaci, a nawet jej pobyt w drużynie. Aspekt ten niesamowicie mnie zadowolił szczerze powiedziawszy. Poczułem, że moi towarzysze faktycznie stanowią pewien człon ekspedycji i mają w niej swój udział. Takie rozwiązanie jak najbardziej na plus.
Podróż zaskakuje. Nie możemy oczekiwać od tej gry całkowitej schematyczności. Napotkamy się na wiele sytuacji w trakcie zwiedzania wyspy, ale nie tylko wtedy. Niejednokrotnie pokażą nam się sytuacje losowe w momencie, gdy będziemy oczekiwać kolejnej tury i może to być przykładowo uchwycenie grupy złodziei, którym należy odebrać skradziony towar nim uciekną. Innym razem naszego towarzysza użądli jadowite stworzenie i wymagać będzie natychmiastowego leczenia. Gra daje w kość nawet w momentach, kiedy naszej drużynie grozi rozpad. Momentami naszymi jedynymi strażnikami obozu mogą się stać skauci lub myśliwi w wyniku niedomagania żołnierzy.
Wraz z wykonanymi zadaniami dostajemy nie tylko punkty doświadczenia, ale też drobne lub większe nagrody. Podobnie wygląda sytuacja po wygranej walce, choć nie zawsze znajdujemy łup. Owe punkty słuszą nam do awansowania postaci, a maksymalny jej poziom sięga cyfry pięć. Wraz z każdym poziomem, oprócz delikatnie zwiększonych statystyk typu wytrzymałość i obrażenia w walce wręcz/dystansowej, otrzymujemy umiejętność w zależności od awansowanej klasy.  Na koniec awansowania postaci przystaje nam przydzielić zdolność pasywną, których jest wystarczająco, abyśmy mieli nad czym się zastanawiać.
Walka w grze najczęściej przedstawia pola bitwy o różnym środowisku, w zależności od tego, gdzie się znajdziemy, a przyjdzie nam poruszać się po wyznaczonych sześciokątach. Każdej z postaci na początku tury przysługuje akcja ataku i akcja ruchu (niektóre zdolności mogą wykorzystywać obydwie akcje jednocześnie, przez co możemy przykładowo nie mieć szansy odsunąć się od przeciwnika po wykonaniu ataku). Prócz stosowania dobrej taktyki, nawet otoczenie odgrywa swoją rolę. Chowając jednostki za osłonami  naturalnymi takimi jak skały, w zależności od jej rozmiaru możemy uniknąć ostrzału z arkebuzerów bądź łuków przeciwnika. Również możemy ku temu wykorzystać nasze wyposażenie, stawiając barykady. Autorzy gry zastosowali także pewną innowacje. Nazywa się to „atakiem okazyjnym”. W momencie, gdy sąsiadujemy z przeciwnikiem, możemy narazić się na spory kłopot chcąc bezmyślnie pierzchnąć. Takowy ma okazję do dodatkowego ataku, przez co możemy stracić nawet połowę paska wytrzymałości. Wyjściem z takiej sytuacji jest użycie taktycznego ruchu wykorzystującego obydwie akcje i ograniczającego prędkość, czyli pole do wykonywania manewru. Sytuacja z dodatkowym atakiem występuje również, gdy przechodzimy obok przeciwnika lub znajdując się obok niego dokonujemy ataku dystansowego. Przyjdzie nam walczyć i nocą, która jest zmorą dla jednostek dystansowych, bowiem celność drastycznie spada. Jednostki stojące przy świetle będą wtedy bardziej podatne na ostrzał. Wątpliwe jest jednak, aby przeciwnik celowo ustawiał się w zasięgu światła, więc można wykorzystać w tym celu wcześniej znalezione lub wytworzone przez nas pochodnie. Te rozwiązania uatrakcyjniły pojedynki w niemałym stopniu.
Aby nasi żołnierze walczyli sprawniej, możemy ich wyposażać. Wykorzystując posiadane przez nas „sztuki wyposażenia”, ulepszamy zadawane przez nich obrażenia lub zwiększamy ich odporność. Prócz tego, istnieje kilka rodzajów broni do walki wręcz jak i na dystans. Opierając się na przykładach, w walce wręcz możemy stosować sztylety zadające niskie obrażenia, aczkolwiek mające duże szanse na trafienie krytyczne lub tarczę i miecz, przy czym otrzymujemy 25% szans na udany blok przy walce wręcz, który redukuje otrzymane obrażenia. Aby posiadać odpowiedni rodzaj broni, musimy mieć pewność, że postać poznała technikę walki tą bronią, za co odpowiedzialna jest umiejętność pasywna.
Na szczególny plus zasługuje rzeczywiste odwzorowanie map użytych w grze. Prócz faktycznych nazw, użyto też ich realnych kształtów. Być może nie stanowi to aż tak istotnego faktu, ale jest to jeden z tych smaczków, który wyróżnia „Ekspedycję” na tle innych gier.

Gdyby tak podsumować całość gry, jej wykonanie oraz pomysłowość... to otrzymujemy mały miszmasz.  W pierwszej kolejności panowie odpowiedzialni za oprawę graficzną winni są okazać skruchę. Zdecydowanie wygląd gry jest jej największą wadą. Grając ma się wrażenie, jakby to był tytuł liczący minimum dziesięć lat. Ta pięta achillesowa nie sprawia jednak, że przyjemność z rozgrywki pozostawia sobie wiele do życzenia. Wręcz odwrotnie. Genialna (powtarzam raz jeszcze), genialna kompozycja muzyczna oparta głównie na gitarach akustycznych bądź bębnach nadaje niesamowitej atmosfery. Nie zabraknie też bojowych utworów przy akompaniamencie trąbek . Ten zabieg, odwzorowania historyczne, innowacyjny system walki, wysoki poziom trudności, a także doskonałe dialogi i opisy wydarzeń zawładnęły połówką serca, którą oddaje właśnie grom. Wciąż żywię nadzieję, że panowie z Logic Artists mając pod ręką większy budżet zdołają wydać na rynek kolejny, już o wiele bardziej stabilny, ale równie przyzwoity tytuł.